środa, 22 października 2014

Rozdział III

~Fallon~
Myślałam,że zjebie się z fotela na podłogę między Blacków,kiedy usłyszałam ciche stęsknione westchnienie wydobywające się najprawdopodobniej z piersi niejakiej H.Granger. Spojrzałam na nią sztyletując ją wzrokiem kiedy odwróciła się w moim kierunku. Pczerwieniała na twarzy i odwróciła się szybko kryjąc buraka na gębie w mopie na głowie, tj. w jej włosach.
-Nooo, fanki Malfoy'ów, wszędzie fanki Malfoy'ów. Gdzie się nie obejrzę wszędzie te utęsknione spojrzenia i wzdychania do pedałowatej piękności rodu Malfoy'ów. No kurwa, laski ogarnijcie się. Wiem,że są przystojni ale działają na was jak jakieś elfy.-niby zdenerwowana a mówiła jakby się z tego śmiała. W sumie jej się nie dziwię.
-Brakuje jeszcze ciebie w ich gronie-stwierdził pogodnie Lucjusz
-Zajęlibyśmy się tobą odpowiednio-prawieże wyszeptał Draco, ale z powodu bliskiej odległości i świetnego słuchu, usłyszałam to dokładnie.
-Tak, jeszcze kilka klątw ogłupiających i uroków oczarowywujących i będę wasza-zironizowała
-To da się zrobić-stwierdził pobłażliwie Snape
-Dobra już zamknijcie się bo największe kochanie Hermiony się zniecierpliwi.-I to spojrzenie Dracze mówiące tylko jedno wyrażenie What's the fuck?-Dobrze usłyszałeś. No zobacz bidulka jest przerażona a jednocześnie podniecona do granic możliwości. Nie mogłabym torturować jej jeszcze bardziej-mówiła ze sztuczną troską w głosie
-Ty mi kurwa jeszcze za to zapłacisz.-syknął rozjuszony smoczek
-Tak wiem. Co miesiąc płace krocie za twoje biegające drewniaki w stajni-i jebła takiego smaila,że wszystkie zęby jej się błyszczały normalnie jak z reklamy Colgate'a.
-Że, przepraszam jak się kurwa o moich najukochańszych stworzątkach wyraziłaś?-wkurw Malfoy'a sięgał braku widocznego nad Wielką Salą sufitu.
-No przepraszam. Jak się wypalą to można je napchać pierzem i będzie cud, miód poduszeczka onanizacyjna dla ciebie.-nie wiem jaki miała masochistyczny cel we wkurwie Draco, ale nie dosyć że rozbawiała całą salę do łez to jeszcze sama robiła takie matrixy na unikach przed jego śmiercionośnymi zaklęciami,że myślałam,że zjebie się do samego Tartaru ze śmiechu. To po prostu była komedia. Skakała, wyginała się i wypinała do wszystkich, tak,że to było nie do pojęcia nie zjebać się z fotela ze śmiechu. Wreszcie Dracze widząc, że bawiąc się różdżką nic nie zdziała, rzucił się na Claudien próbując nie mam pojęcia co jej zrobić, lecz wyglądało to trochę na gwałt. Tylko,że ona śmiała się całą japą zamiast płakać i prosić o pomoc (prosić o pomoc podczas gwałcenia przez Malfoy'a? Odpierdoliło mi po kisielu, przepraszam was). Tak czy inaczej, stwierdził iż i tak już nic nie wskóra i wstając otrzepał się w stylu Lucjusza i szarmancko pomógł wstać Deli. Na spokojnie podszedł do wciąż płaczącej ze śmiechu Hermiony i szepnął jej coś do ucha, lecz za Chiny Ludowe nie mam pojęcia co. Zeszłam ze swojego miejsca aby troszkę ogarnąć Claudie i stanęłam przy niej podczas ostatniej ceremonii przydziału niewolników. Dela usiadła se na tronie blisko nas i stwierdziła.
-Przepraszam,że siedze ale po tym co się wydarzyło uważam,iż zasługuję. Teraz ostatni przydział. A oto tobie Blaisie przydzielam tę oto słodką blondyneczkę, Lunę. Nie zabijać, nie zmasakrować, prać w 30 stopniach, nie prasować, nie prać chemicznie. Możesz się cieszyć.
-Love, pacyfka, pokój światu.-i zaczął biec w moim kierunku z szeroko otwartymi ramionami i bumerangiem na ryju. Oczywiście zrobiłam to samo aż w końcu wpadliśmy sobie w ramiona wypuszczając niewidzialne gołąbki. Cała sala machała rękami i ryczała ze śmiechu. Odczepiliśmy się od siebie przedstawiając światłu dziennemu minę mojej siostrzyczki. Siedziała na tronie podparta prawym łokciem o podramiennik i robiła klasycznego facepalma zakrywającego oczy i szeptała pod nosem coś w stylu „Co za idioci. CO za cholerni idioci. Idiots, idiots everywhere. Z kim ja żyję. Okrążają mnie debile”. Kolejna salwa śmiechu. A ona kurwa chciała robić za postrach nieść śmierć i zgrozę.
-Dobra, kinderki, koniec tej szopki. Do roboty młodzieży, bo się robota zjeży!-wrzasnęła na całe gardło.
-Ej, chwileczkę. To jeszcze nie koniec. A to twoje niezindentyfikowane stworzonko to niby gdzie, hmm? Ja tego, bez twojego upokorzenia niepopuszcze. Wszyscy macie tu czekać.-zażądałam i pobiegłam w stronę lochów. W lochach, w jednej z luksuswych cel (serio, lepsza niż apartament Goyla) siedziało coś, czemu nie przyjrzałąm się dokładnie z powodu braku czasu na reakcję. Wróciłam do sali i kulturalnie postawiłam to coś przed Claudie. To coś miało torbę na głowie, było wysokiej i dosyć rozbudowanej postury, która przypominała człowieka. Mina siostry w tym momencie była bezcenna. Wlepiała swoje piwne z natury oczęta w to coś lub w kogoś i ze szczęką przy nogach próbowała się jakoś pozbierać do kupy. Nie wiedziałam,że brudne znoszone i lekko zakrwawione ubrania mogą aż tak ją zdziwić. Nie, zaraz chwila. Zatrzymać konie i inne pojazdy podwodne. Nie srać w tej chwili. Przypomniało mi się teraz, to co ona robiła ostatnimi nocami. To,że komuś się coś śni, to nie jest very dziwne, ale to,że jej się coś śni, a do tego ona mówi przez sen i przywołuje kogoś niewyraźnie, to już jest dziwne. To że hybryda może robić jako medium, to już wszystkim wiadomo ale to,że dręczyło ją coś dziwnego ostatnimi nocami,że aż prosiła mnie,żebym z nią spała w jednym pokoju, to już jest bardzo niespotykane. Szturchnęłam ją lekko w ramię widząc,że nic nie ogarnia.
-Ej, Claudie, pozbieraj szczękę z podłogi i ogarnij się jakoś bo straszysz wszystkich wokoło-powiedziałam spokojnie z łagodnym uśmiechem do jej ucha
-A no tak. Racja. Przepraszam.-powoli podeszła do swojego niewolnika i delikatnie rozpięła wszystkie utrzymujące go kajdany. Miał ich o wiele więcej niż zwyczajny niewolnik, to nie mógł być człowiek a jednak na niego wyglądał. Po brzdęku ostatniej części opadających kajadan, niewolnik nadal trząsł się ze strachu i stał nieruchomo. Claudie, dotknęła go lekko opuszkami palców w policzek pod torbą. Przez całe jego ciało przebiegły wyraźne dreszcze, ale nie ze względu na strach a na wyjątkową delikatność CD. Wiem,że potrafi być delikatna, a nawet bardzo ale tylko wobec osób,które są jej niezwykle bliskie. Mało było ich na świecie. Powoli zdejmowała torbę z jego głowy. Widok nie mówił mi nic dopóki nie otworzył oczu. To był On. TO był... 

 
(sytuacja zagrażająca życiu Claudie naprawdę wydarzyała się na boisku szkolnym podczas w-fu dnia 20 października 2014r. W godzinach od 12:45-13:10, panna Riddle będzie leżała na ziemi jak se przypomni o co chodzi. Uczcijmy ostatnie resztki umysłu Claudien Delacroix budyniem ciszy)
 

poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział II

~Fallon~
-Co z nimi?-zapytała zadziwiająco spokojnie
-Yyy uciekli, madame. Ale wszyscy się już zmobilizowali i szukają ich, więc niech się pani nie martwi. Wszystko będzie dobrze jak tylko-tłumaczył się biedny Goyle, myśląc chyba że to mu w czymkolwiek pomoże. Och jak sromotnie się mylił. Claudie (Klodi czytać jełopy) nie ma litości dla takich debili jak ten oto wyżej wymieniony.
-Crucio-prawie że wyszeptała. Jej moc i wściekłość była tak wielka,że z jej ciała zaczął wydobywać się nadmiar energii unoszącej się w postaci czarnej materii (moja jest czerwona). Pomimo rozsadzającej ją wściekłości zachowała spokój i płynność ruchów oraz wymowy, co zawsze jej zazdrościłam. Odwróciła się do nas a ja nie chcąc jej jeszcze bardziej wnerwiać postanowiłam pomóc jej w miarę moich możliwości.
-To ja ich poszukam-wykrzyknęłam i z szybkością wampira wybyłam z pomieszczenia. Przebiegłam w tempie natychmiastowym cały Hogwart, błonia i Zakazany Las. Skierowałam się w kierunku Hogsmead, co wyszło mi na dobre. Niedaleko Wrzeszczącej Chaty zmaterializowali się agenci z Ministerstwa. Czy oni naprawdę myśleli,że jesteśmy na tyle głupi,żeby nie szukać naszych własności? Nie czekając na szczególne zaproszenie
rzuciłam 5 Avad na durni w białych szatch (agentów) a zdezorientowanych i przerażonych niewolnikowatych personów zakułam w żelazne kajdany,które bezprecedensowo leżały sobie pod drzwiami. Przeniosłam nas świstoklikiem przed gabinet Delacroix (Claudien Delacroix). Weszłam do gabinetu uprzednio pukając ażey się zbulwione stworzonko dalej zwane moją siostrą nie wtopiło w podłogę z temperatury wściekle czerwonych od złości policzków. W pełnej kulturce, co zdziwiło mnie niemiłosiernie, Claudie siedziała sobie plotkując z Archandżelami a Riddle przeglądał jakieś papióry czy rysunkowe imitacje map.
-A więc cześć i chwała niech będzie temu kto znalazł zguby nasze i wystraszył je na różową śmierć- zakrzyknęłam pełnej dumy głosem
-Niech ci się dostanie dumy okruszek, aczkolwiek bądź co bądź kary ci nie cofnę-podchwyciła mnie pizda jedna
-I po chusteczkę ja się tak starałam-odparłam markotna
-Ażeby swojej pani i władczyni przyjemność szczerą zrobić-zironizowała-Dajesz, pokazuj mi tego towara co taki przerażony twą facatą jest-poetka od kurw siedmiu-Mmm, więc proszę wezwać Majora Zabiniego na główną salę i możemy zaczynać najprzyjemniejszą część zabawy-zatarła ręce i wyszliśmy do byłej Wielkiej Sali, która teraz miała inny kształt i ustawienie stołów. Wszystko to przypominało troszkę naszą starą twierdzę,którą bardzo lubiłyśmy. Usiedliśmy wszyscy tak jakby dookoła wielkiej areny. Claudien i Marvolo siedzieli na podwyższeniach , a ja i Archandżele najbliżej nich. Wszyscy najbliżsi żołnierze i najbardziej zaufane elementy spisu siedziały w tej sali. Reszta albo stała albo w ogóle się nie zjawiła. Major Zabini wparadował z bananem na ryju nie przejmując się niczym i podchodząc do Deli (od Delacroix [a oto przypisek dla pacanów]) ukłonił się nisko i szarmancko.
-A więc zaczynając.-stwierdziła rozentuzjowana Claudien i wstała z tronu łącznie ze mną , Archandżelami, Zabinim i Riddlem.-Severusie, proszę podejdź.-przebył 5 metrów robiąc jednego kroka, wielgachnego kroka.-tak jak obiecałam otrzymujesz najcudowniejszą i nachudszą familię w tym zestawie-podeszła do Jamesa, pomacała go tu i tam (nie wnikam) i wyszeptała do niego tak,że każdy chyba to słyszał- Myślę,że będzie ci bardzo przyjemnie, w szczególności,że będziesz się bawił ze swoją cherlakowatą latoroślą-wszyscy naraz wybuchnęliśmy śmiechem- Harry i James Potter wystąp!-zakrzyknęła wracając uprzednio na swoje miejsce uśmiechając się do Snape'a perfidnie.-Od dziś należycie do Archandżela Wszechciemności tudzież Hadesu, oto wasz pan i władca Severus Snape, Severusie, a oto twoje nowe zabawki. Robić co dusza zapragnie byle nie zabić. Następny!-krzyknęła jak stara gruba doktorówna w NFZcie.-Poproszę cię Lucjuszu do siebie- podszedł krokiem pełnym gracji i subtelności jednoczesie eksponując swoją leskę i składając dłonie na krzyż (czyli jak zawsze się popisuje dewiant skończony, ehhh próżność u Malfoyów to cecha dziedziczna). Ku ogólnemu zdziwieniu usłyszeliśmy ciche westchnienie ale nie mam pojęcia czyje.- No gdzie byśmy się tylko nie pojawili, wszędzie twoje fanki. Zbrzydnij!-zaśmiała się
-Wybacz skarbie, to niemożliwe. Dla ciebie będę jeszcze piękniejszy chociaż i to niemożliwe-stwierdził odgarniając subtelnym ruchem włosy
-Lucjuszu, niespodzianka dla ciebie to...-przeciąga specjalnie jędza jedna- Virginia Weasly, cieszysz się?-zapytała szczerząc się jak szczerbaty na suchary
-Ale przecież ja ją...-nie potrafił dokończyć
-Skrzywdzisz, zabijesz, zgwałcisz? No wysłów się wreszcie. Skarbeńku, pokochasz ją szybciej niż ci się wydaje. Jest bardzo inteligętna i szybko się uczy. Poza tym chyba łatwiej pokochać kogoś, kto już cię kocha nieprawdaż?-cała sala wstrzymała oddech i spojrzała na czerwoną jak swoje włosy Ginny
-Aale skąd wiesz?- szaceunek kurwa, spojrzałam się na nią groźnie- Znaczy, yyy, skąd pani to wie?-przynajmniej jest w miarę reformowalna
-Kochanie ty moje, czy wiesz co to jest legilimencja? Jeśli nie to twój nowy... yyy... pan, chłopak,wujek-to już przesada- jak zwał tak zwał nauczy cię co to. Lucjuszu, otrzymujesz swoją zapewne najwierniejszą fankę i zapierdalasz do Ravenclawu.-stwierdziła pogodnie i mazgnęła palcem w stronę wyjścia
-Tak jest, pani-wysyczał przez zęby i zacisnął pięści
-Siostrzyczko moja, chodź tu do nas- ja taki spokojny krok, pełen luz. Przecież złapałam niewolników nie ma prawa mnie ukarać.- No dalej, przebadaj dokładnie swoich Blacków. A no tak, wolisz ich dogłębniej poznać-wszyscy zaśmiali się szyderczo a ja spiekłam takiego pomidora,że skórka odlazła.
-Odezwała się ta co ma swoje niewolnickie UFO. Może w końcu przywołasz to coś tutaj,żeby nam się pokazało? A może przelecisz to bez świadków i zabijesz?-ojć, chyba przegięłam. Proszę na wszystkie baramy Hadesu, niech nie rzuci na mnie Cruciausa, błagam. Spojrzała na mnie pełnym pogardy wzrokiem ale nie odezwała się. Cisza była u niej najgorsza. Niech te jej niebiańsko stalowe nerwy wytrzymają a anielska cierpliwość przyjdzie mi z pomocą... Nagłe JEBUDU trząchnęło mną na wszystkie strony. Claudien rzuciła się na mnie i zaczęła łaskotać do utraty resztek pozostającej przy życiu przytomności.
-Hahaha błagam... hahahaha... przepraszam... hahaha weź się od... hahahaha... dobra,dobra, biorę Blacków tylko przestań-prosiłam i wstając podeszłam do chłopaków wystraszonych jakby samą śmierć zobaczyli. Obeszłam ich dookoła i posadziłam po bokach mojego fotela, na którym usiadłam bezszelestnie.
-I o to chodziło. Ktoś jeszcze ma jakieś uprzedzenia?-nie czeka za odpowiedzią-Bajecznie, jedziemy dalej. Mój Archandżele Krwawej Pasji podejdź do mnie. Dracon kulturalnie podchodzi pełnym luzu krokiem, łapki w kieszeniach jakby szedł na podryw i staje wgapiając się w resztę zakłutych personów...

piątek, 17 października 2014

Rozdział I

~Claudien~
-Złaźcie mi z drogi sklątki przbrzydłe bo jak Avadą popieszcze to już tak przytulnie wam się siedzieć w grobie na dupie nie będzie mutanty zdegenerowane!!!-wrzeszczałam na wszystko co się rusza, a w szczególności na niedomyślnych żołnierzy, którzy nie raczyli zauważyć iż spieszę się troszkę bardziej niż zwykle.-Aaaaua-i pięknie. Wyjebałam się pod samymi drzwiami, cudowniej już być nie może. Otrzepałam się i spokojnym, nonszalanckim krokiem weszłam do swojego prywatnego sanktuarium, gabinetu strategicznego i miejsca przesiadywania moich ukochanych „Archandżeli” (Generałów głównych sił wojennych). Niegdyś był to gabinet samego Albusa Dumbledore'a bat krótko po rozpoczęciu wojny między przebrzydłymi mugolami a najcudowniejszymi nami tj. Magicznym światem łączne z magicznymi stworzeniami, większość uczniów i nauczycieli uciekła do Ministerstwa Magii, które względnie próbowało utrzymać pokój między skłóconymi stronami. No cóż, jako główny Generał,zarządca strategii wojennych i współbratyniec mojego ukochanego przyjaciela Voldzia odebrałam to jako dezercję (zasrani tchórze nawet w murzyńskiej dupie się nie ukryją). Mniejsza o to, wlazłam do pokoju, w którym z powodu braku czasu wystrój nie zmienił się prawie wcale.
-5 minut spóźnienia-zaakcentowała moja ukochana „siostrzyczka” Fallon,która mimo,iż nie jest w wojsku pomaga nam wszystko rozplanowywać (moja najukochańsza sekretareczka).
-No nie moja wina,że jakieś skubane w piórka ptoszki nie potrafią ogarnąć swoich plutonów-odpyskowałam rozdrażniona
-Ejejej odpowiadamy za nich tylko podczas bitwy-wytłumaczył się kruczoczarny Archandżel (Snape, Severus Snape dla jasności i potomności).
W pelnej kulturze i gracji usiadłam na fotelu przy biórku wokół którego zgromadzeni byli wszyscy zaufani i potrzebni mi istotowie (tj. Snape, Malfoy D., Malfoy M., Fallon i Voldzio)
Jednym ruchem ręki rozłożyłam mapę granic naszych wpływów,która zjechała z biurka prosto do stóp Fallon.
-Potrzebne większe biurko...-stwierdziłam
-Lub mniejsza mapa-dodała Fallon
-Mniejsza o to... Nasi ludzie są już na całej zachodniej i środkowej części Europy. Ministerstwo Magii przeniosło się na wschodnią granicę Polski, lecz nie mamy dokładnych danych, gdzie ono może się znajdować. Ministerstwo porządnie wzięło się za utrudnianie nam pracy. Odcięło nam ostatnie dopływy broni, leków i żywności... No cóż będzie ciężko, ale dotrwać musimy. Stany Zjednoczone są prawie w całości zajęte przez mugoli, a Azja opustoszała,kiedy dowiedziała się o naszych postępach. Na Wyspy Amerykańskie nie mamy dostępu. Jak najszybciej musimy dobrać się do Ministerstwa. Jakieś pomysły?
-Może by tak użyć Imperiusa?-zaproponował Lucjusz
-Knot jest silnie chroniony przed jakimikolwiek zaklęciami a dojście od najniższych szczebli zajęło by nam zbyt dużo czasu.-skomentowałam
-A może by tak umówić się na pertraktacje z ministrem... Mieć w rękawie drugą różdżkę... Parę zaklęć i po sprawie.-zaproponowała
-Wiesz, pomysł ryzykowny ale może się udać. Ale skąd mamy mieć pewność,że oni nie wpadną na podobny pomysł?-zapytałam
-Kurwa Claudien ryzyko zawodowe. Przecież jakimś podrzędnym magikiem ani wojakiem nie jesteś, przecież nie dasz się tak łatwo złapać. Knot nie potrafi działać pod presją więc jak coś to wyczujesz go z kilometra. A zresztą ja już idę ci umówić to spotkanie i nie masz nic do gadania.-i wyszła nie obracając się za siebie a ja próbowałam podnieść roztrzaskaną szczękę z podłogi
-A więc, może przejdźmy teraz do troszkę przyjemniejszych spraw-stwierdziłam po chwili wachania- Ze względu na to,że ostatnio bardzo dobrze nam wszystkim szło opanowanie resztek południowej Europy, w szczególności Włoch i Grecji, oraz dzięki temu,że ostatnio nie mieliście zbytniego humoru na zarżnięcie wszystkiego co się rusza, mam dla was niespodziankę.-zagadnęłam
-Jaką niespodziankę?-spytała niewinnie Falli kiedy przyszła-Nie wiem o co cho ale też chce.
-Tak, jak mówiłam. Otrzymacie po niewolniku przydzielonym przeze mnie. Ze względu na zasługi Majora Zabiniego, on również jednego otrzyma.-dopowiedziałam.Otworzyłam zwój pergaminu i przyjrzałam mu się dokładnie. Prawie wszystkie możliwe osoby spisane na nim znałam but chyba nie wszystkich darzyłam specjalną sympatią (chyba,że do minus pierwszej potęgi ;D).-Więc ze względu na moje oczywiste wkurwienie na ciebie za twój cięty język i częst brak szacunku dla mnie i innych starszych stopniem-tu spojrzałam na Toma, słowa kierując do Fall- otrzymasz za niewolnika hmmm... Blacka-ledwo co zdążyłam dokończyć
-Że co kurwa? Ty chcesz mnie pozbawić ostatnich resztek opanowania?-zaoponowała
-Nie martw się, i tak już dawno spróchniały pod ziemią. Jeszcze jako bonusa mam zajefajnego plana. Przydzielam do ciebie Blacków, Syriusza i Regulusa. Cieszysz się?-zironizowałam
-Bardzo...-we wściekłości złożyła dłonie w pięści
-Cudownie. Zatem Severusie, ty otrzymasz podobny familijny zestaw, to jest Potterów, Harrego i Jamesa,którego znaleźliśmy plątającego się gdzieś na zachodnim wybrzeżu Hiszpani. Nie obchodzi mnie jaki rodzaj kary za wszystkie lata gwałtów psychicznych na nim zastosujesz, byle,żeby żył. Tyle.-stwierdziłam
-Oczywiście i bardzo dziękuję-odpowiedział przychylnie Snape z wściekłością w oczach
-Marvolo, jako,że wiem co ci po głowie chodzi-uśmiechnęłam się do niego znacząco (legilimencja kochani, a wszyscy o oklumencji wiecznie zapominają)-tobie daję pod opiekę i wieczne potępienie, największego z możliwych bękartów diabła i jego poddanych, to jest moją siostrzyczkę-Tom prawie zapluł się z wrażenia
-I że niby mam z nią wytrzymać w jednym domostwie?-oczy wyleciały mu z orbit i zawisły na szypułkach od wiśni
-Kochanie ty moje, będziecie w jednym domu, w jednym pokoju, w jednym łóżku. Na pewno się dogadacie. A więc do czyich dormitoriów chciałbyś mieć dostęp?-zapytałam nie mogąc powstrzymać nagłego napadu śmiechu.
-Oczywiście,że Slytherinu.-żachnął się
-Bajecznie! Będziesz w Hupffelpufie.-stwierdziłam śmiertelnie poważnym tonem
-Severusie a ty gdzie chciałbyś być?-zapytałam niewinnie
-Yyy, w Gryffindorze? (próbuje przechytrzyć mnie szczyl jeden to mu się dostanie)
-Jako,że jesteś bardzo przydatnym i pokornym sługą, zgadzam się-odpowiedziałam z udawaną troską po czym ponownie wybuchłam śmiechem na widok zniesmaczonej i oburzonej jak u pięcio latka miny.
-Draconie, Lucjuszu, dla was mam specjalne małe stworzonka chyba zwane dziewczynami ale to potem. Obiecuje,że nie będziecie zawiedzeni.-Spojrrzeli się na siebie wzrokiem pełnym przerażenia.-Niejako,że wasze niewolnice są połączone bardzo silną przyjaźnią nakazane wam będzie pozwolić się im spotykać. Z tego względu Lucjuszu, będziesz w Ravenclawie a ty Draco, będziesz w Slytherinie. Dostaniecie przeciwne charaktery dziewcząt do przydzielonych wam domów, dlatego też będziecie się spotykali ze sobą niemalże codziennie i nie jest mi wiadome na jak długo oraz czy nie na noc.
-Przepraszam,ale chyba nic nie zrozumiałem.-stwierdził cicho Dracze
-Spokojnie. Zobaczysz swoją zabawkę to zrozumiesz co miałam na myśli.
-O pani, przepraszam,że przerywam naradę ale mam niezwykle ważną sprawę-w drzwiach gabinetu stanął przerażony Gregory Goyle
-Co się stało poruczniku?-zapytałam spokojnie
-Niewolnicy...

Prolog

Dwie zakapturzone postacie,cztery ciemne,brudne ściany i jedna złowieszczo świecąca szklana kula. Zapowiada się bardzo miły,spokojny i tęczowy wieczór.
-To oni-szepnęła jedna z nich
-A czemu szepczesz konspiracyjnie jak za komuny?-szepnęła druga. Facepalm.
-Bo ci kurwa nastrój robie-wrzasnęła pierwsza.
Nagle cały pokój rozbłysnął rażącym, wściekłym światłem.
-Pojebcu jeden, wyłącz ten jebany telefon, deklu wypindrzony!-wrzasła jedna z nich.