środa, 22 października 2014

Rozdział III

~Fallon~
Myślałam,że zjebie się z fotela na podłogę między Blacków,kiedy usłyszałam ciche stęsknione westchnienie wydobywające się najprawdopodobniej z piersi niejakiej H.Granger. Spojrzałam na nią sztyletując ją wzrokiem kiedy odwróciła się w moim kierunku. Pczerwieniała na twarzy i odwróciła się szybko kryjąc buraka na gębie w mopie na głowie, tj. w jej włosach.
-Nooo, fanki Malfoy'ów, wszędzie fanki Malfoy'ów. Gdzie się nie obejrzę wszędzie te utęsknione spojrzenia i wzdychania do pedałowatej piękności rodu Malfoy'ów. No kurwa, laski ogarnijcie się. Wiem,że są przystojni ale działają na was jak jakieś elfy.-niby zdenerwowana a mówiła jakby się z tego śmiała. W sumie jej się nie dziwię.
-Brakuje jeszcze ciebie w ich gronie-stwierdził pogodnie Lucjusz
-Zajęlibyśmy się tobą odpowiednio-prawieże wyszeptał Draco, ale z powodu bliskiej odległości i świetnego słuchu, usłyszałam to dokładnie.
-Tak, jeszcze kilka klątw ogłupiających i uroków oczarowywujących i będę wasza-zironizowała
-To da się zrobić-stwierdził pobłażliwie Snape
-Dobra już zamknijcie się bo największe kochanie Hermiony się zniecierpliwi.-I to spojrzenie Dracze mówiące tylko jedno wyrażenie What's the fuck?-Dobrze usłyszałeś. No zobacz bidulka jest przerażona a jednocześnie podniecona do granic możliwości. Nie mogłabym torturować jej jeszcze bardziej-mówiła ze sztuczną troską w głosie
-Ty mi kurwa jeszcze za to zapłacisz.-syknął rozjuszony smoczek
-Tak wiem. Co miesiąc płace krocie za twoje biegające drewniaki w stajni-i jebła takiego smaila,że wszystkie zęby jej się błyszczały normalnie jak z reklamy Colgate'a.
-Że, przepraszam jak się kurwa o moich najukochańszych stworzątkach wyraziłaś?-wkurw Malfoy'a sięgał braku widocznego nad Wielką Salą sufitu.
-No przepraszam. Jak się wypalą to można je napchać pierzem i będzie cud, miód poduszeczka onanizacyjna dla ciebie.-nie wiem jaki miała masochistyczny cel we wkurwie Draco, ale nie dosyć że rozbawiała całą salę do łez to jeszcze sama robiła takie matrixy na unikach przed jego śmiercionośnymi zaklęciami,że myślałam,że zjebie się do samego Tartaru ze śmiechu. To po prostu była komedia. Skakała, wyginała się i wypinała do wszystkich, tak,że to było nie do pojęcia nie zjebać się z fotela ze śmiechu. Wreszcie Dracze widząc, że bawiąc się różdżką nic nie zdziała, rzucił się na Claudien próbując nie mam pojęcia co jej zrobić, lecz wyglądało to trochę na gwałt. Tylko,że ona śmiała się całą japą zamiast płakać i prosić o pomoc (prosić o pomoc podczas gwałcenia przez Malfoy'a? Odpierdoliło mi po kisielu, przepraszam was). Tak czy inaczej, stwierdził iż i tak już nic nie wskóra i wstając otrzepał się w stylu Lucjusza i szarmancko pomógł wstać Deli. Na spokojnie podszedł do wciąż płaczącej ze śmiechu Hermiony i szepnął jej coś do ucha, lecz za Chiny Ludowe nie mam pojęcia co. Zeszłam ze swojego miejsca aby troszkę ogarnąć Claudie i stanęłam przy niej podczas ostatniej ceremonii przydziału niewolników. Dela usiadła se na tronie blisko nas i stwierdziła.
-Przepraszam,że siedze ale po tym co się wydarzyło uważam,iż zasługuję. Teraz ostatni przydział. A oto tobie Blaisie przydzielam tę oto słodką blondyneczkę, Lunę. Nie zabijać, nie zmasakrować, prać w 30 stopniach, nie prasować, nie prać chemicznie. Możesz się cieszyć.
-Love, pacyfka, pokój światu.-i zaczął biec w moim kierunku z szeroko otwartymi ramionami i bumerangiem na ryju. Oczywiście zrobiłam to samo aż w końcu wpadliśmy sobie w ramiona wypuszczając niewidzialne gołąbki. Cała sala machała rękami i ryczała ze śmiechu. Odczepiliśmy się od siebie przedstawiając światłu dziennemu minę mojej siostrzyczki. Siedziała na tronie podparta prawym łokciem o podramiennik i robiła klasycznego facepalma zakrywającego oczy i szeptała pod nosem coś w stylu „Co za idioci. CO za cholerni idioci. Idiots, idiots everywhere. Z kim ja żyję. Okrążają mnie debile”. Kolejna salwa śmiechu. A ona kurwa chciała robić za postrach nieść śmierć i zgrozę.
-Dobra, kinderki, koniec tej szopki. Do roboty młodzieży, bo się robota zjeży!-wrzasnęła na całe gardło.
-Ej, chwileczkę. To jeszcze nie koniec. A to twoje niezindentyfikowane stworzonko to niby gdzie, hmm? Ja tego, bez twojego upokorzenia niepopuszcze. Wszyscy macie tu czekać.-zażądałam i pobiegłam w stronę lochów. W lochach, w jednej z luksuswych cel (serio, lepsza niż apartament Goyla) siedziało coś, czemu nie przyjrzałąm się dokładnie z powodu braku czasu na reakcję. Wróciłam do sali i kulturalnie postawiłam to coś przed Claudie. To coś miało torbę na głowie, było wysokiej i dosyć rozbudowanej postury, która przypominała człowieka. Mina siostry w tym momencie była bezcenna. Wlepiała swoje piwne z natury oczęta w to coś lub w kogoś i ze szczęką przy nogach próbowała się jakoś pozbierać do kupy. Nie wiedziałam,że brudne znoszone i lekko zakrwawione ubrania mogą aż tak ją zdziwić. Nie, zaraz chwila. Zatrzymać konie i inne pojazdy podwodne. Nie srać w tej chwili. Przypomniało mi się teraz, to co ona robiła ostatnimi nocami. To,że komuś się coś śni, to nie jest very dziwne, ale to,że jej się coś śni, a do tego ona mówi przez sen i przywołuje kogoś niewyraźnie, to już jest dziwne. To że hybryda może robić jako medium, to już wszystkim wiadomo ale to,że dręczyło ją coś dziwnego ostatnimi nocami,że aż prosiła mnie,żebym z nią spała w jednym pokoju, to już jest bardzo niespotykane. Szturchnęłam ją lekko w ramię widząc,że nic nie ogarnia.
-Ej, Claudie, pozbieraj szczękę z podłogi i ogarnij się jakoś bo straszysz wszystkich wokoło-powiedziałam spokojnie z łagodnym uśmiechem do jej ucha
-A no tak. Racja. Przepraszam.-powoli podeszła do swojego niewolnika i delikatnie rozpięła wszystkie utrzymujące go kajdany. Miał ich o wiele więcej niż zwyczajny niewolnik, to nie mógł być człowiek a jednak na niego wyglądał. Po brzdęku ostatniej części opadających kajadan, niewolnik nadal trząsł się ze strachu i stał nieruchomo. Claudie, dotknęła go lekko opuszkami palców w policzek pod torbą. Przez całe jego ciało przebiegły wyraźne dreszcze, ale nie ze względu na strach a na wyjątkową delikatność CD. Wiem,że potrafi być delikatna, a nawet bardzo ale tylko wobec osób,które są jej niezwykle bliskie. Mało było ich na świecie. Powoli zdejmowała torbę z jego głowy. Widok nie mówił mi nic dopóki nie otworzył oczu. To był On. TO był... 

 
(sytuacja zagrażająca życiu Claudie naprawdę wydarzyała się na boisku szkolnym podczas w-fu dnia 20 października 2014r. W godzinach od 12:45-13:10, panna Riddle będzie leżała na ziemi jak se przypomni o co chodzi. Uczcijmy ostatnie resztki umysłu Claudien Delacroix budyniem ciszy)
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz