~Fallon~
Myślałam,że
zjebie się z fotela na podłogę między Blacków,kiedy usłyszałam
ciche stęsknione westchnienie wydobywające się najprawdopodobniej
z piersi niejakiej H.Granger. Spojrzałam na nią sztyletując ją
wzrokiem kiedy odwróciła się w moim kierunku. Pczerwieniała na
twarzy i odwróciła się szybko kryjąc buraka na gębie w mopie na
głowie, tj. w jej włosach.
-Nooo,
fanki Malfoy'ów, wszędzie fanki Malfoy'ów. Gdzie się nie obejrzę
wszędzie te utęsknione spojrzenia i wzdychania do pedałowatej
piękności rodu Malfoy'ów. No kurwa, laski ogarnijcie się. Wiem,że
są przystojni ale działają na was jak jakieś elfy.-niby
zdenerwowana a mówiła jakby się z tego śmiała. W sumie jej się
nie dziwię.
-Brakuje
jeszcze ciebie w ich gronie-stwierdził pogodnie Lucjusz
-Zajęlibyśmy
się tobą odpowiednio-prawieże wyszeptał Draco, ale z powodu
bliskiej odległości i świetnego słuchu, usłyszałam to
dokładnie.
-Tak,
jeszcze kilka klątw ogłupiających i uroków oczarowywujących i
będę wasza-zironizowała
-To
da się zrobić-stwierdził pobłażliwie Snape
-Dobra
już zamknijcie się bo największe kochanie Hermiony się
zniecierpliwi.-I to spojrzenie Dracze mówiące tylko jedno wyrażenie
What's the fuck?-Dobrze usłyszałeś. No zobacz bidulka jest
przerażona a jednocześnie podniecona do granic możliwości. Nie
mogłabym torturować jej jeszcze bardziej-mówiła ze sztuczną
troską w głosie
-Ty
mi kurwa jeszcze za to zapłacisz.-syknął rozjuszony smoczek
-Tak
wiem. Co miesiąc płace krocie za twoje biegające drewniaki w
stajni-i jebła takiego smaila,że wszystkie zęby jej się
błyszczały normalnie jak z reklamy Colgate'a.
-Że,
przepraszam jak się kurwa o moich najukochańszych stworzątkach
wyraziłaś?-wkurw Malfoy'a sięgał braku widocznego nad Wielką
Salą sufitu.
-No
przepraszam. Jak się wypalą to można je napchać pierzem i będzie
cud, miód poduszeczka onanizacyjna dla ciebie.-nie wiem jaki miała
masochistyczny cel we wkurwie Draco, ale nie dosyć że rozbawiała
całą salę do łez to jeszcze sama robiła takie matrixy na unikach
przed jego śmiercionośnymi zaklęciami,że myślałam,że zjebie
się do samego Tartaru ze śmiechu. To po prostu była komedia.
Skakała, wyginała się i wypinała do wszystkich, tak,że to było
nie do pojęcia nie zjebać się z fotela ze śmiechu. Wreszcie
Dracze widząc, że bawiąc się różdżką nic nie zdziała, rzucił
się na Claudien próbując nie mam pojęcia co jej zrobić, lecz
wyglądało to trochę na gwałt. Tylko,że ona śmiała się całą
japą zamiast płakać i prosić o pomoc (prosić o pomoc podczas
gwałcenia przez Malfoy'a? Odpierdoliło mi po kisielu, przepraszam
was). Tak czy inaczej, stwierdził iż i tak już nic nie wskóra i
wstając otrzepał się w stylu Lucjusza i szarmancko pomógł wstać
Deli. Na spokojnie podszedł do wciąż płaczącej ze śmiechu
Hermiony i szepnął jej coś do ucha, lecz za Chiny Ludowe nie mam
pojęcia co. Zeszłam ze swojego miejsca aby troszkę ogarnąć
Claudie i stanęłam przy niej podczas ostatniej ceremonii przydziału
niewolników. Dela usiadła se na tronie blisko nas i stwierdziła.
-Przepraszam,że
siedze ale po tym co się wydarzyło uważam,iż zasługuję. Teraz
ostatni przydział. A oto tobie Blaisie przydzielam tę oto słodką
blondyneczkę, Lunę. Nie zabijać, nie zmasakrować, prać w 30
stopniach, nie prasować, nie prać chemicznie. Możesz się cieszyć.
-Love,
pacyfka, pokój światu.-i zaczął biec w moim kierunku z szeroko
otwartymi ramionami i bumerangiem na ryju. Oczywiście zrobiłam to
samo aż w końcu wpadliśmy sobie w ramiona wypuszczając
niewidzialne gołąbki. Cała sala machała rękami i ryczała ze
śmiechu. Odczepiliśmy się od siebie przedstawiając światłu
dziennemu minę mojej siostrzyczki. Siedziała na tronie podparta
prawym łokciem o podramiennik i robiła klasycznego facepalma
zakrywającego oczy i szeptała pod nosem coś w stylu „Co za
idioci. CO za cholerni idioci. Idiots, idiots everywhere. Z kim ja
żyję. Okrążają mnie debile”. Kolejna salwa śmiechu. A ona
kurwa chciała robić za postrach nieść śmierć i zgrozę.
-Dobra,
kinderki, koniec tej szopki. Do roboty młodzieży, bo się robota
zjeży!-wrzasnęła na całe gardło.
-Ej,
chwileczkę. To jeszcze nie koniec. A to twoje niezindentyfikowane
stworzonko to niby gdzie, hmm? Ja tego, bez twojego upokorzenia
niepopuszcze. Wszyscy macie tu czekać.-zażądałam i pobiegłam w
stronę lochów. W lochach, w jednej z luksuswych cel (serio, lepsza
niż apartament Goyla) siedziało coś, czemu nie przyjrzałąm się
dokładnie z powodu braku czasu na reakcję. Wróciłam do sali i
kulturalnie postawiłam to coś przed Claudie. To coś miało torbę
na głowie, było wysokiej i dosyć rozbudowanej postury, która
przypominała człowieka. Mina siostry w tym momencie była bezcenna.
Wlepiała swoje piwne z natury oczęta w to coś lub w kogoś i ze
szczęką przy nogach próbowała się jakoś pozbierać do kupy. Nie
wiedziałam,że brudne znoszone i lekko zakrwawione ubrania mogą aż
tak ją zdziwić. Nie, zaraz chwila. Zatrzymać konie i inne pojazdy
podwodne. Nie srać w tej chwili. Przypomniało mi się teraz, to co
ona robiła ostatnimi nocami. To,że komuś się coś śni, to nie
jest very dziwne, ale to,że jej się coś śni, a do tego ona mówi
przez sen i przywołuje kogoś niewyraźnie, to już jest dziwne. To
że hybryda może robić jako medium, to już wszystkim wiadomo ale
to,że dręczyło ją coś dziwnego ostatnimi nocami,że aż prosiła
mnie,żebym z nią spała w jednym pokoju, to już jest bardzo
niespotykane. Szturchnęłam ją lekko w ramię widząc,że nic nie
ogarnia.
-Ej,
Claudie, pozbieraj szczękę z podłogi i ogarnij się jakoś bo
straszysz wszystkich wokoło-powiedziałam spokojnie z łagodnym
uśmiechem do jej ucha
-A
no tak. Racja. Przepraszam.-powoli podeszła do swojego niewolnika i
delikatnie rozpięła wszystkie utrzymujące go kajdany. Miał ich o
wiele więcej niż zwyczajny niewolnik, to nie mógł być człowiek
a jednak na niego wyglądał. Po brzdęku ostatniej części
opadających kajadan, niewolnik nadal trząsł się ze strachu i stał
nieruchomo. Claudie, dotknęła go lekko opuszkami palców w policzek
pod torbą. Przez całe jego ciało przebiegły wyraźne dreszcze,
ale nie ze względu na strach a na wyjątkową delikatność CD.
Wiem,że potrafi być delikatna, a nawet bardzo ale tylko wobec
osób,które są jej niezwykle bliskie. Mało było ich na świecie.
Powoli zdejmowała torbę z jego głowy. Widok nie mówił mi nic
dopóki nie otworzył oczu. To był On. TO był...
(sytuacja
zagrażająca życiu Claudie naprawdę wydarzyała się na boisku
szkolnym podczas w-fu dnia 20 października 2014r. W godzinach od
12:45-13:10, panna Riddle będzie leżała na ziemi jak se przypomni
o co chodzi. Uczcijmy ostatnie resztki umysłu Claudien Delacroix
budyniem ciszy)