piątek, 17 października 2014

Rozdział I

~Claudien~
-Złaźcie mi z drogi sklątki przbrzydłe bo jak Avadą popieszcze to już tak przytulnie wam się siedzieć w grobie na dupie nie będzie mutanty zdegenerowane!!!-wrzeszczałam na wszystko co się rusza, a w szczególności na niedomyślnych żołnierzy, którzy nie raczyli zauważyć iż spieszę się troszkę bardziej niż zwykle.-Aaaaua-i pięknie. Wyjebałam się pod samymi drzwiami, cudowniej już być nie może. Otrzepałam się i spokojnym, nonszalanckim krokiem weszłam do swojego prywatnego sanktuarium, gabinetu strategicznego i miejsca przesiadywania moich ukochanych „Archandżeli” (Generałów głównych sił wojennych). Niegdyś był to gabinet samego Albusa Dumbledore'a bat krótko po rozpoczęciu wojny między przebrzydłymi mugolami a najcudowniejszymi nami tj. Magicznym światem łączne z magicznymi stworzeniami, większość uczniów i nauczycieli uciekła do Ministerstwa Magii, które względnie próbowało utrzymać pokój między skłóconymi stronami. No cóż, jako główny Generał,zarządca strategii wojennych i współbratyniec mojego ukochanego przyjaciela Voldzia odebrałam to jako dezercję (zasrani tchórze nawet w murzyńskiej dupie się nie ukryją). Mniejsza o to, wlazłam do pokoju, w którym z powodu braku czasu wystrój nie zmienił się prawie wcale.
-5 minut spóźnienia-zaakcentowała moja ukochana „siostrzyczka” Fallon,która mimo,iż nie jest w wojsku pomaga nam wszystko rozplanowywać (moja najukochańsza sekretareczka).
-No nie moja wina,że jakieś skubane w piórka ptoszki nie potrafią ogarnąć swoich plutonów-odpyskowałam rozdrażniona
-Ejejej odpowiadamy za nich tylko podczas bitwy-wytłumaczył się kruczoczarny Archandżel (Snape, Severus Snape dla jasności i potomności).
W pelnej kulturze i gracji usiadłam na fotelu przy biórku wokół którego zgromadzeni byli wszyscy zaufani i potrzebni mi istotowie (tj. Snape, Malfoy D., Malfoy M., Fallon i Voldzio)
Jednym ruchem ręki rozłożyłam mapę granic naszych wpływów,która zjechała z biurka prosto do stóp Fallon.
-Potrzebne większe biurko...-stwierdziłam
-Lub mniejsza mapa-dodała Fallon
-Mniejsza o to... Nasi ludzie są już na całej zachodniej i środkowej części Europy. Ministerstwo Magii przeniosło się na wschodnią granicę Polski, lecz nie mamy dokładnych danych, gdzie ono może się znajdować. Ministerstwo porządnie wzięło się za utrudnianie nam pracy. Odcięło nam ostatnie dopływy broni, leków i żywności... No cóż będzie ciężko, ale dotrwać musimy. Stany Zjednoczone są prawie w całości zajęte przez mugoli, a Azja opustoszała,kiedy dowiedziała się o naszych postępach. Na Wyspy Amerykańskie nie mamy dostępu. Jak najszybciej musimy dobrać się do Ministerstwa. Jakieś pomysły?
-Może by tak użyć Imperiusa?-zaproponował Lucjusz
-Knot jest silnie chroniony przed jakimikolwiek zaklęciami a dojście od najniższych szczebli zajęło by nam zbyt dużo czasu.-skomentowałam
-A może by tak umówić się na pertraktacje z ministrem... Mieć w rękawie drugą różdżkę... Parę zaklęć i po sprawie.-zaproponowała
-Wiesz, pomysł ryzykowny ale może się udać. Ale skąd mamy mieć pewność,że oni nie wpadną na podobny pomysł?-zapytałam
-Kurwa Claudien ryzyko zawodowe. Przecież jakimś podrzędnym magikiem ani wojakiem nie jesteś, przecież nie dasz się tak łatwo złapać. Knot nie potrafi działać pod presją więc jak coś to wyczujesz go z kilometra. A zresztą ja już idę ci umówić to spotkanie i nie masz nic do gadania.-i wyszła nie obracając się za siebie a ja próbowałam podnieść roztrzaskaną szczękę z podłogi
-A więc, może przejdźmy teraz do troszkę przyjemniejszych spraw-stwierdziłam po chwili wachania- Ze względu na to,że ostatnio bardzo dobrze nam wszystkim szło opanowanie resztek południowej Europy, w szczególności Włoch i Grecji, oraz dzięki temu,że ostatnio nie mieliście zbytniego humoru na zarżnięcie wszystkiego co się rusza, mam dla was niespodziankę.-zagadnęłam
-Jaką niespodziankę?-spytała niewinnie Falli kiedy przyszła-Nie wiem o co cho ale też chce.
-Tak, jak mówiłam. Otrzymacie po niewolniku przydzielonym przeze mnie. Ze względu na zasługi Majora Zabiniego, on również jednego otrzyma.-dopowiedziałam.Otworzyłam zwój pergaminu i przyjrzałam mu się dokładnie. Prawie wszystkie możliwe osoby spisane na nim znałam but chyba nie wszystkich darzyłam specjalną sympatią (chyba,że do minus pierwszej potęgi ;D).-Więc ze względu na moje oczywiste wkurwienie na ciebie za twój cięty język i częst brak szacunku dla mnie i innych starszych stopniem-tu spojrzałam na Toma, słowa kierując do Fall- otrzymasz za niewolnika hmmm... Blacka-ledwo co zdążyłam dokończyć
-Że co kurwa? Ty chcesz mnie pozbawić ostatnich resztek opanowania?-zaoponowała
-Nie martw się, i tak już dawno spróchniały pod ziemią. Jeszcze jako bonusa mam zajefajnego plana. Przydzielam do ciebie Blacków, Syriusza i Regulusa. Cieszysz się?-zironizowałam
-Bardzo...-we wściekłości złożyła dłonie w pięści
-Cudownie. Zatem Severusie, ty otrzymasz podobny familijny zestaw, to jest Potterów, Harrego i Jamesa,którego znaleźliśmy plątającego się gdzieś na zachodnim wybrzeżu Hiszpani. Nie obchodzi mnie jaki rodzaj kary za wszystkie lata gwałtów psychicznych na nim zastosujesz, byle,żeby żył. Tyle.-stwierdziłam
-Oczywiście i bardzo dziękuję-odpowiedział przychylnie Snape z wściekłością w oczach
-Marvolo, jako,że wiem co ci po głowie chodzi-uśmiechnęłam się do niego znacząco (legilimencja kochani, a wszyscy o oklumencji wiecznie zapominają)-tobie daję pod opiekę i wieczne potępienie, największego z możliwych bękartów diabła i jego poddanych, to jest moją siostrzyczkę-Tom prawie zapluł się z wrażenia
-I że niby mam z nią wytrzymać w jednym domostwie?-oczy wyleciały mu z orbit i zawisły na szypułkach od wiśni
-Kochanie ty moje, będziecie w jednym domu, w jednym pokoju, w jednym łóżku. Na pewno się dogadacie. A więc do czyich dormitoriów chciałbyś mieć dostęp?-zapytałam nie mogąc powstrzymać nagłego napadu śmiechu.
-Oczywiście,że Slytherinu.-żachnął się
-Bajecznie! Będziesz w Hupffelpufie.-stwierdziłam śmiertelnie poważnym tonem
-Severusie a ty gdzie chciałbyś być?-zapytałam niewinnie
-Yyy, w Gryffindorze? (próbuje przechytrzyć mnie szczyl jeden to mu się dostanie)
-Jako,że jesteś bardzo przydatnym i pokornym sługą, zgadzam się-odpowiedziałam z udawaną troską po czym ponownie wybuchłam śmiechem na widok zniesmaczonej i oburzonej jak u pięcio latka miny.
-Draconie, Lucjuszu, dla was mam specjalne małe stworzonka chyba zwane dziewczynami ale to potem. Obiecuje,że nie będziecie zawiedzeni.-Spojrrzeli się na siebie wzrokiem pełnym przerażenia.-Niejako,że wasze niewolnice są połączone bardzo silną przyjaźnią nakazane wam będzie pozwolić się im spotykać. Z tego względu Lucjuszu, będziesz w Ravenclawie a ty Draco, będziesz w Slytherinie. Dostaniecie przeciwne charaktery dziewcząt do przydzielonych wam domów, dlatego też będziecie się spotykali ze sobą niemalże codziennie i nie jest mi wiadome na jak długo oraz czy nie na noc.
-Przepraszam,ale chyba nic nie zrozumiałem.-stwierdził cicho Dracze
-Spokojnie. Zobaczysz swoją zabawkę to zrozumiesz co miałam na myśli.
-O pani, przepraszam,że przerywam naradę ale mam niezwykle ważną sprawę-w drzwiach gabinetu stanął przerażony Gregory Goyle
-Co się stało poruczniku?-zapytałam spokojnie
-Niewolnicy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz