~Claudien~
-Złaźcie
mi z drogi sklątki przbrzydłe bo jak Avadą popieszcze to już tak
przytulnie wam się siedzieć w grobie na dupie nie będzie mutanty
zdegenerowane!!!-wrzeszczałam na wszystko co się rusza, a w
szczególności na niedomyślnych żołnierzy, którzy nie raczyli
zauważyć iż spieszę się troszkę bardziej niż zwykle.-Aaaaua-i
pięknie. Wyjebałam się pod samymi drzwiami, cudowniej już być
nie może. Otrzepałam się i spokojnym, nonszalanckim krokiem
weszłam do swojego prywatnego sanktuarium, gabinetu strategicznego i
miejsca przesiadywania moich ukochanych „Archandżeli” (Generałów
głównych sił wojennych). Niegdyś był to gabinet samego Albusa
Dumbledore'a bat krótko po rozpoczęciu wojny między przebrzydłymi
mugolami a najcudowniejszymi nami tj. Magicznym światem łączne z
magicznymi stworzeniami, większość uczniów i nauczycieli uciekła
do Ministerstwa Magii, które względnie próbowało utrzymać pokój
między skłóconymi stronami. No cóż, jako główny
Generał,zarządca strategii wojennych i współbratyniec mojego
ukochanego przyjaciela Voldzia odebrałam to jako dezercję (zasrani
tchórze nawet w murzyńskiej dupie się nie ukryją). Mniejsza o to,
wlazłam do pokoju, w którym z powodu braku czasu wystrój nie
zmienił się prawie wcale.
-5
minut spóźnienia-zaakcentowała moja ukochana „siostrzyczka”
Fallon,która mimo,iż nie jest w wojsku pomaga nam wszystko
rozplanowywać (moja najukochańsza sekretareczka).
-No
nie moja wina,że jakieś skubane w piórka ptoszki nie potrafią
ogarnąć swoich plutonów-odpyskowałam rozdrażniona
-Ejejej
odpowiadamy za nich tylko podczas bitwy-wytłumaczył się
kruczoczarny Archandżel (Snape, Severus Snape dla jasności i
potomności).
W
pelnej kulturze i gracji usiadłam na fotelu przy biórku wokół
którego zgromadzeni byli wszyscy zaufani i potrzebni mi istotowie
(tj. Snape, Malfoy D., Malfoy M., Fallon i Voldzio)
Jednym
ruchem ręki rozłożyłam mapę granic naszych wpływów,która
zjechała z biurka prosto do stóp Fallon.
-Potrzebne
większe biurko...-stwierdziłam
-Lub
mniejsza mapa-dodała Fallon
-Mniejsza
o to... Nasi ludzie są już na całej zachodniej i środkowej części
Europy. Ministerstwo Magii przeniosło się na wschodnią granicę
Polski, lecz nie mamy dokładnych danych, gdzie ono może się
znajdować. Ministerstwo porządnie wzięło się za utrudnianie nam
pracy. Odcięło nam ostatnie dopływy broni, leków i żywności...
No cóż będzie ciężko, ale dotrwać musimy. Stany Zjednoczone są
prawie w całości zajęte przez mugoli, a Azja opustoszała,kiedy
dowiedziała się o naszych postępach. Na Wyspy Amerykańskie nie
mamy dostępu. Jak najszybciej musimy dobrać się do Ministerstwa.
Jakieś pomysły?
-Może
by tak użyć Imperiusa?-zaproponował Lucjusz
-Knot
jest silnie chroniony przed jakimikolwiek zaklęciami a dojście od
najniższych szczebli zajęło by nam zbyt dużo czasu.-skomentowałam
-A
może by tak umówić się na pertraktacje z ministrem... Mieć w
rękawie drugą różdżkę... Parę zaklęć i po
sprawie.-zaproponowała
-Wiesz,
pomysł ryzykowny ale może się udać. Ale skąd mamy mieć
pewność,że oni nie wpadną na podobny pomysł?-zapytałam
-Kurwa
Claudien ryzyko zawodowe. Przecież jakimś podrzędnym magikiem ani
wojakiem nie jesteś, przecież nie dasz się tak łatwo złapać.
Knot nie potrafi działać pod presją więc jak coś to wyczujesz go
z kilometra. A zresztą ja już idę ci umówić to spotkanie i nie
masz nic do gadania.-i wyszła nie obracając się za siebie a ja
próbowałam podnieść roztrzaskaną szczękę z podłogi
-A
więc, może przejdźmy teraz do troszkę przyjemniejszych
spraw-stwierdziłam po chwili wachania- Ze względu na to,że
ostatnio bardzo dobrze nam wszystkim szło opanowanie resztek
południowej Europy, w szczególności Włoch i Grecji, oraz dzięki
temu,że ostatnio nie mieliście zbytniego humoru na zarżnięcie
wszystkiego co się rusza, mam dla was niespodziankę.-zagadnęłam
-Jaką
niespodziankę?-spytała niewinnie Falli kiedy przyszła-Nie wiem o
co cho ale też chce.
-Tak,
jak mówiłam. Otrzymacie po niewolniku przydzielonym przeze mnie. Ze
względu na zasługi Majora Zabiniego, on również jednego
otrzyma.-dopowiedziałam.Otworzyłam zwój pergaminu i przyjrzałam
mu się dokładnie. Prawie wszystkie możliwe osoby spisane na nim
znałam but chyba nie wszystkich darzyłam specjalną sympatią
(chyba,że do minus pierwszej potęgi ;D).-Więc ze względu na moje
oczywiste wkurwienie na ciebie za twój cięty język i częst brak
szacunku dla mnie i innych starszych stopniem-tu spojrzałam na Toma,
słowa kierując do Fall- otrzymasz za niewolnika hmmm...
Blacka-ledwo co zdążyłam dokończyć
-Że
co kurwa? Ty chcesz mnie pozbawić ostatnich resztek
opanowania?-zaoponowała
-Nie
martw się, i tak już dawno spróchniały pod ziemią. Jeszcze jako
bonusa mam zajefajnego plana. Przydzielam do ciebie Blacków,
Syriusza i Regulusa. Cieszysz się?-zironizowałam
-Bardzo...-we
wściekłości złożyła dłonie w pięści
-Cudownie.
Zatem Severusie, ty otrzymasz podobny familijny zestaw, to jest
Potterów, Harrego i Jamesa,którego znaleźliśmy plątającego się
gdzieś na zachodnim wybrzeżu Hiszpani. Nie obchodzi mnie jaki
rodzaj kary za wszystkie lata gwałtów psychicznych na nim
zastosujesz, byle,żeby żył. Tyle.-stwierdziłam
-Oczywiście
i bardzo dziękuję-odpowiedział przychylnie Snape z wściekłością
w oczach
-Marvolo,
jako,że wiem co ci po głowie chodzi-uśmiechnęłam się do niego
znacząco (legilimencja kochani, a wszyscy o oklumencji wiecznie
zapominają)-tobie daję pod opiekę i wieczne potępienie,
największego z możliwych bękartów diabła i jego poddanych, to
jest moją siostrzyczkę-Tom prawie zapluł się z wrażenia
-I
że niby mam z nią wytrzymać w jednym domostwie?-oczy wyleciały mu
z orbit i zawisły na szypułkach od wiśni
-Kochanie
ty moje, będziecie w jednym domu, w jednym pokoju, w jednym łóżku.
Na pewno się dogadacie. A więc do czyich dormitoriów chciałbyś
mieć dostęp?-zapytałam nie mogąc powstrzymać nagłego napadu
śmiechu.
-Oczywiście,że
Slytherinu.-żachnął się
-Bajecznie!
Będziesz w Hupffelpufie.-stwierdziłam śmiertelnie poważnym tonem
-Severusie
a ty gdzie chciałbyś być?-zapytałam niewinnie
-Yyy,
w Gryffindorze? (próbuje przechytrzyć mnie szczyl jeden to mu się
dostanie)
-Jako,że
jesteś bardzo przydatnym i pokornym sługą, zgadzam
się-odpowiedziałam z udawaną troską po czym ponownie wybuchłam
śmiechem na widok zniesmaczonej i oburzonej jak u pięcio latka
miny.
-Draconie,
Lucjuszu, dla was mam specjalne małe stworzonka chyba zwane
dziewczynami ale to potem. Obiecuje,że nie będziecie
zawiedzeni.-Spojrrzeli się na siebie wzrokiem pełnym
przerażenia.-Niejako,że wasze niewolnice są połączone bardzo
silną przyjaźnią nakazane wam będzie pozwolić się im spotykać.
Z tego względu Lucjuszu, będziesz w Ravenclawie a ty Draco,
będziesz w Slytherinie. Dostaniecie przeciwne charaktery dziewcząt
do przydzielonych wam domów, dlatego też będziecie się spotykali
ze sobą niemalże codziennie i nie jest mi wiadome na jak długo
oraz czy nie na noc.
-Przepraszam,ale
chyba nic nie zrozumiałem.-stwierdził cicho Dracze
-Spokojnie.
Zobaczysz swoją zabawkę to zrozumiesz co miałam na myśli.
-O
pani, przepraszam,że przerywam naradę ale mam niezwykle ważną
sprawę-w drzwiach gabinetu stanął przerażony Gregory Goyle
-Co
się stało poruczniku?-zapytałam spokojnie
-Niewolnicy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz