poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział II

~Fallon~
-Co z nimi?-zapytała zadziwiająco spokojnie
-Yyy uciekli, madame. Ale wszyscy się już zmobilizowali i szukają ich, więc niech się pani nie martwi. Wszystko będzie dobrze jak tylko-tłumaczył się biedny Goyle, myśląc chyba że to mu w czymkolwiek pomoże. Och jak sromotnie się mylił. Claudie (Klodi czytać jełopy) nie ma litości dla takich debili jak ten oto wyżej wymieniony.
-Crucio-prawie że wyszeptała. Jej moc i wściekłość była tak wielka,że z jej ciała zaczął wydobywać się nadmiar energii unoszącej się w postaci czarnej materii (moja jest czerwona). Pomimo rozsadzającej ją wściekłości zachowała spokój i płynność ruchów oraz wymowy, co zawsze jej zazdrościłam. Odwróciła się do nas a ja nie chcąc jej jeszcze bardziej wnerwiać postanowiłam pomóc jej w miarę moich możliwości.
-To ja ich poszukam-wykrzyknęłam i z szybkością wampira wybyłam z pomieszczenia. Przebiegłam w tempie natychmiastowym cały Hogwart, błonia i Zakazany Las. Skierowałam się w kierunku Hogsmead, co wyszło mi na dobre. Niedaleko Wrzeszczącej Chaty zmaterializowali się agenci z Ministerstwa. Czy oni naprawdę myśleli,że jesteśmy na tyle głupi,żeby nie szukać naszych własności? Nie czekając na szczególne zaproszenie
rzuciłam 5 Avad na durni w białych szatch (agentów) a zdezorientowanych i przerażonych niewolnikowatych personów zakułam w żelazne kajdany,które bezprecedensowo leżały sobie pod drzwiami. Przeniosłam nas świstoklikiem przed gabinet Delacroix (Claudien Delacroix). Weszłam do gabinetu uprzednio pukając ażey się zbulwione stworzonko dalej zwane moją siostrą nie wtopiło w podłogę z temperatury wściekle czerwonych od złości policzków. W pełnej kulturce, co zdziwiło mnie niemiłosiernie, Claudie siedziała sobie plotkując z Archandżelami a Riddle przeglądał jakieś papióry czy rysunkowe imitacje map.
-A więc cześć i chwała niech będzie temu kto znalazł zguby nasze i wystraszył je na różową śmierć- zakrzyknęłam pełnej dumy głosem
-Niech ci się dostanie dumy okruszek, aczkolwiek bądź co bądź kary ci nie cofnę-podchwyciła mnie pizda jedna
-I po chusteczkę ja się tak starałam-odparłam markotna
-Ażeby swojej pani i władczyni przyjemność szczerą zrobić-zironizowała-Dajesz, pokazuj mi tego towara co taki przerażony twą facatą jest-poetka od kurw siedmiu-Mmm, więc proszę wezwać Majora Zabiniego na główną salę i możemy zaczynać najprzyjemniejszą część zabawy-zatarła ręce i wyszliśmy do byłej Wielkiej Sali, która teraz miała inny kształt i ustawienie stołów. Wszystko to przypominało troszkę naszą starą twierdzę,którą bardzo lubiłyśmy. Usiedliśmy wszyscy tak jakby dookoła wielkiej areny. Claudien i Marvolo siedzieli na podwyższeniach , a ja i Archandżele najbliżej nich. Wszyscy najbliżsi żołnierze i najbardziej zaufane elementy spisu siedziały w tej sali. Reszta albo stała albo w ogóle się nie zjawiła. Major Zabini wparadował z bananem na ryju nie przejmując się niczym i podchodząc do Deli (od Delacroix [a oto przypisek dla pacanów]) ukłonił się nisko i szarmancko.
-A więc zaczynając.-stwierdziła rozentuzjowana Claudien i wstała z tronu łącznie ze mną , Archandżelami, Zabinim i Riddlem.-Severusie, proszę podejdź.-przebył 5 metrów robiąc jednego kroka, wielgachnego kroka.-tak jak obiecałam otrzymujesz najcudowniejszą i nachudszą familię w tym zestawie-podeszła do Jamesa, pomacała go tu i tam (nie wnikam) i wyszeptała do niego tak,że każdy chyba to słyszał- Myślę,że będzie ci bardzo przyjemnie, w szczególności,że będziesz się bawił ze swoją cherlakowatą latoroślą-wszyscy naraz wybuchnęliśmy śmiechem- Harry i James Potter wystąp!-zakrzyknęła wracając uprzednio na swoje miejsce uśmiechając się do Snape'a perfidnie.-Od dziś należycie do Archandżela Wszechciemności tudzież Hadesu, oto wasz pan i władca Severus Snape, Severusie, a oto twoje nowe zabawki. Robić co dusza zapragnie byle nie zabić. Następny!-krzyknęła jak stara gruba doktorówna w NFZcie.-Poproszę cię Lucjuszu do siebie- podszedł krokiem pełnym gracji i subtelności jednoczesie eksponując swoją leskę i składając dłonie na krzyż (czyli jak zawsze się popisuje dewiant skończony, ehhh próżność u Malfoyów to cecha dziedziczna). Ku ogólnemu zdziwieniu usłyszeliśmy ciche westchnienie ale nie mam pojęcia czyje.- No gdzie byśmy się tylko nie pojawili, wszędzie twoje fanki. Zbrzydnij!-zaśmiała się
-Wybacz skarbie, to niemożliwe. Dla ciebie będę jeszcze piękniejszy chociaż i to niemożliwe-stwierdził odgarniając subtelnym ruchem włosy
-Lucjuszu, niespodzianka dla ciebie to...-przeciąga specjalnie jędza jedna- Virginia Weasly, cieszysz się?-zapytała szczerząc się jak szczerbaty na suchary
-Ale przecież ja ją...-nie potrafił dokończyć
-Skrzywdzisz, zabijesz, zgwałcisz? No wysłów się wreszcie. Skarbeńku, pokochasz ją szybciej niż ci się wydaje. Jest bardzo inteligętna i szybko się uczy. Poza tym chyba łatwiej pokochać kogoś, kto już cię kocha nieprawdaż?-cała sala wstrzymała oddech i spojrzała na czerwoną jak swoje włosy Ginny
-Aale skąd wiesz?- szaceunek kurwa, spojrzałam się na nią groźnie- Znaczy, yyy, skąd pani to wie?-przynajmniej jest w miarę reformowalna
-Kochanie ty moje, czy wiesz co to jest legilimencja? Jeśli nie to twój nowy... yyy... pan, chłopak,wujek-to już przesada- jak zwał tak zwał nauczy cię co to. Lucjuszu, otrzymujesz swoją zapewne najwierniejszą fankę i zapierdalasz do Ravenclawu.-stwierdziła pogodnie i mazgnęła palcem w stronę wyjścia
-Tak jest, pani-wysyczał przez zęby i zacisnął pięści
-Siostrzyczko moja, chodź tu do nas- ja taki spokojny krok, pełen luz. Przecież złapałam niewolników nie ma prawa mnie ukarać.- No dalej, przebadaj dokładnie swoich Blacków. A no tak, wolisz ich dogłębniej poznać-wszyscy zaśmiali się szyderczo a ja spiekłam takiego pomidora,że skórka odlazła.
-Odezwała się ta co ma swoje niewolnickie UFO. Może w końcu przywołasz to coś tutaj,żeby nam się pokazało? A może przelecisz to bez świadków i zabijesz?-ojć, chyba przegięłam. Proszę na wszystkie baramy Hadesu, niech nie rzuci na mnie Cruciausa, błagam. Spojrzała na mnie pełnym pogardy wzrokiem ale nie odezwała się. Cisza była u niej najgorsza. Niech te jej niebiańsko stalowe nerwy wytrzymają a anielska cierpliwość przyjdzie mi z pomocą... Nagłe JEBUDU trząchnęło mną na wszystkie strony. Claudien rzuciła się na mnie i zaczęła łaskotać do utraty resztek pozostającej przy życiu przytomności.
-Hahaha błagam... hahahaha... przepraszam... hahaha weź się od... hahahaha... dobra,dobra, biorę Blacków tylko przestań-prosiłam i wstając podeszłam do chłopaków wystraszonych jakby samą śmierć zobaczyli. Obeszłam ich dookoła i posadziłam po bokach mojego fotela, na którym usiadłam bezszelestnie.
-I o to chodziło. Ktoś jeszcze ma jakieś uprzedzenia?-nie czeka za odpowiedzią-Bajecznie, jedziemy dalej. Mój Archandżele Krwawej Pasji podejdź do mnie. Dracon kulturalnie podchodzi pełnym luzu krokiem, łapki w kieszeniach jakby szedł na podryw i staje wgapiając się w resztę zakłutych personów...

2 komentarze:

  1. Mogłam nie demonstrować tych kroków no mogłam(depresja).A po za tym to daję ci okejke :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez demonstracji nie ma zabawy. Pamiętaj w Andrzejki prezentujesz Zabiniego całą noc.:D

      Usuń