~Severus~
Claudie
z niespotykaną delikatnością zdejmowała torbę z głowy swojego
niewolnika. Wzięła na siebie coś, czego krwi nasi podwładni nie
potrafili rozszyfrować, ryzykowne. Podczas zdejmowania torby wszyscy
nie oddychaliśmy prawieże, aby nie zakłucać tego co się wydarzy.
Zdjęła torbę z trzęsącego się... czegoś, a mi serce biło z
nerwów tak głośno,że chyba wszyscy w sali słyszeli. Kiedy Dela
zdjęła torbę sztywnymi rękoma zauważyliśmy dość obficie
podrapaną i okaleczoną mordę. 3 głębokie rysy szpeciły jego
twarz. Prawie wszyscy wgapiali się w niego jak w obraz na wystawie
sztuki. Lupin. To Remus Lupin. Jedyny normalny Gryfon i zarazem
Huncwot. Jedyny z którym dało się jakkolwiek porozumieć po
ludzku. W sobie miałem taką mieszankę różnych emocji,że nie
wiedziałem co ze sobą zrobić. Wściekać się, bać, skakać z
radości?
-Psst,
a Snape jak zawsze skamieniały Poker Face. Człowieku, czy ty w
ogóle masz uczucia, lub jakiekolwiek zmiany wyrazu twarzy?-zapytała
Fallon. Czyli jednak nic nie pokazuje przy ludziach. Jakaś przydatna
cecha, co nie zmienia faktu iż nie mam pojęcia co o tym wszystkim
sądzić i najprawdopodobniej, gdyby nie tłum ludu wokół,
poddałbym się ostatniemu wypełniającemu mnie odczuciu. Skakałbym
z radości. Swego czasu, zanim przestałem się bać Lucjusza i
innych Ślizgonów (ehhh, ta nieśmiałość na pierwszym roku)
kumplowałem się z Lupinem. Raz się całowaliśmy, ale to taki tam
extra bonus. Nigdy go nie znienawidziłem jak reszty Huncwotów.
Zawsze był inny, jedyny w swoim uroczym, wikołaczym rodzaju.
Oryginalny.
Wszyscyśmy
wyszli z Wielkiej Sali. Tylko nasza elita poszła do gabinetu Deli,
mając może nadzieję,że głównodowodząca, jakimś trafem zmieni
zdanie i przypieprzy nas do Slytherinu. Za nami szli nasi niewolnicy.
Głowy mieli spuszczone w dół i nie odzywali się do nikogo.
Udawali,że ich nie ma. Swoistym szczęściem dla mnie jest fakt iż
Potter senior żyje. Myślałem,że Voldie go zabił, a tu proszę...
Taka niespodzianka. Przy Claudien wszystko jest możliwe. Och, gdyby
tak jeszcze Lily żyła... Nie. Czekaj. Wróć. Sev nie będziesz się
rozklejał... znowu. Doszliśmy, a CD zaczęła się cicho
podśmiechiwać.
-Ej,
młoda co jest?-zapytał z uśmiechem Tom
-Aj.
Bo to stare hasło Dumla (Dumbeldora) jest takie nieprzewidywalne-i
roześmiała się na dobre
-Nie
mów mi,że nie znasz hasła-zaniepokoiła się Fallon
-Dropsowe
anyżki wujka Dumbelka-stwierdziłem ze znudzeniem. Przejście się
otworzyło a wszyscy wybuchnęli takimi salwami śmiechu,że aż sam
się uśmiechnąłem
Wszedłem
kulturalnie do środka i rozłożyłem na najwygodniejszym fotelu.
Następnie wlazła reszta przepychając się w futrynie, a po nich
wszedło grono niewolników. Potterowie stali ze spuszczonymi
głowami. Nie wiem co mi odbiło,że podszedłem do nich, zlapałem
obu za przeguby i posadziłem na miękkim, białym dywanie przy moim
fotelu. Fallon i Marvolo gapili się na mnie jakbym co najmniej
ogłosił koniec cywilizacji magicznej.
-Dobra
dobra. Nie zmieniam zdania a was ludziowie moi wypraszam do siebie.
Mam kilka ważnych spraw do ogarnięcia.
-Hmm,
zgwałcenie swojego wilkołaczka? Nie oszukasz nas. Dobrze wiedziałaś
kim jest twoje kochanie-zaśmiała się Fallon
-Wynocha
bo wszyscy dostaniecie rozgrzanym żelazkiem w ryj!!!
Wyszliśmy
i tyle co mi wiadomo z jej wieczora. Nic nam nie powiedziała. Lupin
podszedł do niej zestrachany jak 5-latek i tylem go widział.
Mniejsza o to. Poszedłem do „mojego domu” wkurwiony coraz
bardziej. Wchodząc do tej przeklętej wierzy myślałem,że
zwymiotuje. Od razu wszystkie złoto-czerwone akcenty spaliłem i
zostawiłem mój ukochany mroczny wystrój. Moi poddani weszli zaraz
za mną. Czułem ten przeklęty wzrok na swoim ciele tylko,że nie
potrafiłem wyczuć emocji jakie panują między nimi. Zdziwił mnie
fakt,iż te cioty nie boją się mnie. Żadnego,nawet najmniejszego
przebłysku tego cholernego strachu. Jprdl, gryfoni...Mniejsza o to.
Nie kurwa mniejsza o to bo ryją się jakby byli na placyku
śmiechowym.
-Co
się szczeżycie debile lukrowani? Jprdl,jprdl,jprdl zaczynam gadać
jak Claudie...-jebnąłem ich na sofe w pokoju wspólnym-Zjebcie
się.- ryją się bez opamiętania i zjebali się z sofy turlając
się po podłodze jak piłeczki w pokoju Ewki (nie ważne kogo kur..
ka). Zaczynam napierdalać zaklęciami po pokoju... Jakie kolory? No
pytam się!
-Hahaha
hahaha hahaha
-Potter,
zrób coś z Potterem...
-Tato,
ogarnij się. Wstawaj.Siare robisz kurwa. To był mój
nauczyciel,heloł.- i sam się zjebał. Co za pierdolone gnomy...
-Dobra
kurwa. Nie wkurwiajcie mnie kurwa bo zacznę kurwować,kurwa!.-No i
wybuchłem
Cholera...
pokój zrobił się różowy
-Hahahahahahha
hahahaha hahahaha hahahaha-James jak coś
-Hamhamham-Potter
jak coś.
-Przemalujcie
to blęta przestażałe.
-Yyy,
nie mamy różdżek...
-Co
mnie to obchodzi? A nie zaraz. To mnie obchodzi. Dlaczego nie mogę
tego przemalować?-pytam się tych idiotów
-Bo
podczas dużej dawki śmiechu w wierzy Gryffindoru, wystrój zmienia
się podug charakteru i osobowości najstarszej osoby...-tłumaczył
Harry
-Zamknij
twarz kretynie zzieleniały!
-Taka
prawda Sevciu...-naigrywał się James
-Jestem
waszym panem!
-I
co z tego? Najwyraźniej zawsze byłeś w jakimś stopniu związany z
Gryffindorem. Po ojcu, mugolu?
-Nie
mam na was nerwów. Dobranoc.-poszłem (bo miałem blisko) do
jakiegoś tam większego pokoju i w dupie miałem co z nimi dalej
będzie. Zasypiając usłyszałem tylko, jak wybuchnęli śmiechem.
Wkurw level hard.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz