piątek, 31 lipca 2015

Rozdział IV

~Severus~
Claudie z niespotykaną delikatnością zdejmowała torbę z głowy swojego niewolnika. Wzięła na siebie coś, czego krwi nasi podwładni nie potrafili rozszyfrować, ryzykowne. Podczas zdejmowania torby wszyscy nie oddychaliśmy prawieże, aby nie zakłucać tego co się wydarzy. Zdjęła torbę z trzęsącego się... czegoś, a mi serce biło z nerwów tak głośno,że chyba wszyscy w sali słyszeli. Kiedy Dela zdjęła torbę sztywnymi rękoma zauważyliśmy dość obficie podrapaną i okaleczoną mordę. 3 głębokie rysy szpeciły jego twarz. Prawie wszyscy wgapiali się w niego jak w obraz na wystawie sztuki. Lupin. To Remus Lupin. Jedyny normalny Gryfon i zarazem Huncwot. Jedyny z którym dało się jakkolwiek porozumieć po ludzku. W sobie miałem taką mieszankę różnych emocji,że nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Wściekać się, bać, skakać z radości?
-Psst, a Snape jak zawsze skamieniały Poker Face. Człowieku, czy ty w ogóle masz uczucia, lub jakiekolwiek zmiany wyrazu twarzy?-zapytała Fallon. Czyli jednak nic nie pokazuje przy ludziach. Jakaś przydatna cecha, co nie zmienia faktu iż nie mam pojęcia co o tym wszystkim sądzić i najprawdopodobniej, gdyby nie tłum ludu wokół, poddałbym się ostatniemu wypełniającemu mnie odczuciu. Skakałbym z radości. Swego czasu, zanim przestałem się bać Lucjusza i innych Ślizgonów (ehhh, ta nieśmiałość na pierwszym roku) kumplowałem się z Lupinem. Raz się całowaliśmy, ale to taki tam extra bonus. Nigdy go nie znienawidziłem jak reszty Huncwotów. Zawsze był inny, jedyny w swoim uroczym, wikołaczym rodzaju. Oryginalny.
Wszyscyśmy wyszli z Wielkiej Sali. Tylko nasza elita poszła do gabinetu Deli, mając może nadzieję,że głównodowodząca, jakimś trafem zmieni zdanie i przypieprzy nas do Slytherinu. Za nami szli nasi niewolnicy. Głowy mieli spuszczone w dół i nie odzywali się do nikogo. Udawali,że ich nie ma. Swoistym szczęściem dla mnie jest fakt iż Potter senior żyje. Myślałem,że Voldie go zabił, a tu proszę... Taka niespodzianka. Przy Claudien wszystko jest możliwe. Och, gdyby tak jeszcze Lily żyła... Nie. Czekaj. Wróć. Sev nie będziesz się rozklejał... znowu. Doszliśmy, a CD zaczęła się cicho podśmiechiwać.
-Ej, młoda co jest?-zapytał z uśmiechem Tom
-Aj. Bo to stare hasło Dumla (Dumbeldora) jest takie nieprzewidywalne-i roześmiała się na dobre
-Nie mów mi,że nie znasz hasła-zaniepokoiła się Fallon
-Dropsowe anyżki wujka Dumbelka-stwierdziłem ze znudzeniem. Przejście się otworzyło a wszyscy wybuchnęli takimi salwami śmiechu,że aż sam się uśmiechnąłem
Wszedłem kulturalnie do środka i rozłożyłem na najwygodniejszym fotelu. Następnie wlazła reszta przepychając się w futrynie, a po nich wszedło grono niewolników. Potterowie stali ze spuszczonymi głowami. Nie wiem co mi odbiło,że podszedłem do nich, zlapałem obu za przeguby i posadziłem na miękkim, białym dywanie przy moim fotelu. Fallon i Marvolo gapili się na mnie jakbym co najmniej ogłosił koniec cywilizacji magicznej.
-Dobra dobra. Nie zmieniam zdania a was ludziowie moi wypraszam do siebie. Mam kilka ważnych spraw do ogarnięcia.
-Hmm, zgwałcenie swojego wilkołaczka? Nie oszukasz nas. Dobrze wiedziałaś kim jest twoje kochanie-zaśmiała się Fallon
-Wynocha bo wszyscy dostaniecie rozgrzanym żelazkiem w ryj!!!
Wyszliśmy i tyle co mi wiadomo z jej wieczora. Nic nam nie powiedziała. Lupin podszedł do niej zestrachany jak 5-latek i tylem go widział. Mniejsza o to. Poszedłem do „mojego domu” wkurwiony coraz bardziej. Wchodząc do tej przeklętej wierzy myślałem,że zwymiotuje. Od razu wszystkie złoto-czerwone akcenty spaliłem i zostawiłem mój ukochany mroczny wystrój. Moi poddani weszli zaraz za mną. Czułem ten przeklęty wzrok na swoim ciele tylko,że nie potrafiłem wyczuć emocji jakie panują między nimi. Zdziwił mnie fakt,iż te cioty nie boją się mnie. Żadnego,nawet najmniejszego przebłysku tego cholernego strachu. Jprdl, gryfoni...Mniejsza o to. Nie kurwa mniejsza o to bo ryją się jakby byli na placyku śmiechowym.
-Co się szczeżycie debile lukrowani? Jprdl,jprdl,jprdl zaczynam gadać jak Claudie...-jebnąłem ich na sofe w pokoju wspólnym-Zjebcie się.- ryją się bez opamiętania i zjebali się z sofy turlając się po podłodze jak piłeczki w pokoju Ewki (nie ważne kogo kur.. ka). Zaczynam napierdalać zaklęciami po pokoju... Jakie kolory? No pytam się!
-Hahaha hahaha hahaha
-Potter, zrób coś z Potterem...
-Tato, ogarnij się. Wstawaj.Siare robisz kurwa. To był mój nauczyciel,heloł.- i sam się zjebał. Co za pierdolone gnomy...
-Dobra kurwa. Nie wkurwiajcie mnie kurwa bo zacznę kurwować,kurwa!.-No i wybuchłem
Cholera... pokój zrobił się różowy
-Hahahahahahha hahahaha hahahaha hahahaha-James jak coś
-Hamhamham-Potter jak coś.
-Przemalujcie to blęta przestażałe.
-Yyy, nie mamy różdżek...
-Co mnie to obchodzi? A nie zaraz. To mnie obchodzi. Dlaczego nie mogę tego przemalować?-pytam się tych idiotów
-Bo podczas dużej dawki śmiechu w wierzy Gryffindoru, wystrój zmienia się podug charakteru i osobowości najstarszej osoby...-tłumaczył Harry
-Zamknij twarz kretynie zzieleniały!
-Taka prawda Sevciu...-naigrywał się James
-Jestem waszym panem!
-I co z tego? Najwyraźniej zawsze byłeś w jakimś stopniu związany z Gryffindorem. Po ojcu, mugolu?
-Nie mam na was nerwów. Dobranoc.-poszłem (bo miałem blisko) do jakiegoś tam większego pokoju i w dupie miałem co z nimi dalej będzie. Zasypiając usłyszałem tylko, jak wybuchnęli śmiechem. Wkurw level hard.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz